• Wpisów:129
  • Średnio co: 13 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 20:43
  • Licznik odwiedzin:5 987 / 1808 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Wystarczała mi sama świadomość tego, że był. Nie musiałam się Nim chwalić wśród znajomych, czy też wypisywać na każdej stronie w zeszycie Jego imię. Nie zawsze byłam w stanie siedzieć obok Niego lub móc wesprzeć Go w trudnej chwili. A mimo to, wiedział, że i tak się martwię. Był troskliwy, nawet bardzo, ale nie było to udręką. Często udowadniał, że kocha lub po prostu mi to mówił. Byłam Jego oczkiem w głowie, drobną księżniczką, której nie pozwoliłby skrzywdzić. Byłam Jego małą własnością, której nie oddałby za nic w świecie. Byłam całym sercem, w które wbił nienawiść udowadniając, że bez miłości potrafi żyć.
 

 
Może i jestem słaba w tym co robię. Może wielu rzeczy jeszcze nie potrafię. Może chcę odpuścić i ze spokojem odejść. Może kiedyś postawiłam wszystko na miłość w efekcie przegrywając. Może byłam w śpiączce albo myślałam, że umieram. Może dawniej kogoś skrzywdziłam lub niechcący zabiłam w kimś nadzieję. Może jestem podłą suką z chamskim podejściem do ludzi. Może brzydzę się dziećmi i jestem zbyt pewna siebie. Jest wiele opcji, a ja posiadam jedno życie. Mam świadomość przez co przeszłam, ale przecież ty wiesz więcej. Więc mów mi, jaka jest cena życia i ile mogę dla niego poświęcić, bo rzecz jasna, ja nie mam pojęcia.
 

 
Była piąta nad ranem. Obudził Mnie dźwięk telefonu. Zaspana odebrałam, nie kontaktując jeszcze przy pierwszych słowach. -Cześć.-usłyszałam chłodny głos kuzyna. -Coś się dzieje?-zapytałam. -Ona była taka piękna.-zaczął. -Pamiętam każdy Jej uśmiech, tak jakby stała tu dzisiaj. Jej śmiech i każdy kolejny ruch. Pamiętam jak odpalała papierosa, jak powtarzała, że Mnie kocha. Pamiętam noce spędzone w szpitalu przy Niej i kwiaty, które miały symbolizować Moją miłość do Niej. Wiesz, pamiętam nawet to zdenerwowanie na Jej twarzy i radość na ustach. Widzę wszystko, właśnie teraz. Dopiero teraz. -Co się stało?-pytałam. -Dziś, Bóg zabrał do siebie kobietę, która od samego początku była Moim wzorem na życie. Kobietę, która nadawała sens. Zabrał Mi matkę, jedyną i niepowtarzalną, rozumiesz?-mówił płacząc, a każde Moje kolejne bicie serca było tylko nadzieją, że to głupi żart.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Spojrzenie Mu w oczy jest dla Mnie wyzwaniem, którego chyba nigdy się nie podejmę. Ujęcie Jego dłoni na przywitanie wydaje się być rzeczą niemożliwą. Nie wspomnę już o jakiejkolwiek rozmowie. Zobaczenie Go gdzieś na ulicy przyspiesza bicie maleńkiego, ledwie żyjącego serca. Poczucie Jego zapachu przyprawia całe ciało o dreszcze. A pomyśleć, że tak niedawno był facetem, dla którego całkowicie straciłam głowę i naiwnie oddałam serce.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Nie przypominam sobie spotkania, w którym nie wypowiedziałby Jej imienia. Niezależnie, czy jest upity do nieprzytomności, czy też trzeźwy i prowadzi auto. Często unosi w górę puszkę z piwem i pod nosem mruczy o zjebanym związku. Bywa, że się uśmiecha i podkreśla to krótkim "było minęło". Zdarza się, że siada obok Mnie i pyta, jak Ona mogła zburzyć czteroletni związek. Momentami wraca do wspomnień i opowiada o wspólnie przeżytych wakacjach. A gdy widzi Ją spacerującą z innym prosi, by lepiej go przytrzymać. Jest porywczy, stanowczy, odważny, umie postawić na swoim, ale jak kocha to już na zabój.
 

 
Tego dnia na ostatniej lekcji miała odbyć się Nasza klasowa dyskusja. Zajęłam miejsce pod oknem i wkładając słuchawki w uszy, zlekceważyłam wszystkie te bzdury. Na środek klasy wyszły dwie dziewczyny, otwierając przed Nami plakat, na którym narysowały żyletkę ociekającą krwią. U samej góry widniało hasło: "Tnę się, bo pomaga. Pomaga, więc się tnę". Wyłączyłam muzykę próbując przysłuchać się pytaniom, które zadawały. "Wydaję Mi się, że ludzie tną się dla szpanu. Mogą to później pokazać innym. Zdobyć respekt." powiedziała jedna z nich. "Spotkałaś na swojej drodze człowieka, który szedł z podwiniętymi rękawami ukazując ból, który codziennie sobie zadaje? A może widziałaś jego zdjęcia, które publikuje w sieci?" pytałam. "Ludzie zadają sobie ból, bo w pewnym sensie jest to dla Nich jedyna pomoc jaką widzą. Dla niektórych jest to alkohol, dla jeszcze innych prochy" powiedziałam patrząc, jak milczy. "To dlaczego się nie zabiją?" zapytała. "Bo kochają" rzekłam kończąc dyskusję.
 

 
Od tamtego czasu minęliśmy się już kilka razy na ulicy. Wymieniliśmy parę głębszych spojrzeń i zero szczerych uśmiechów. Żadne z Nas nie powiedziało tego krótkiego, ale jakże ciężkiego 'cześć'. Nikt nie zatrzymał się na chwilę, by uścisnąć sobie dłoń. Byliśmy dla siebie obcy, a zarazem czuć od Nas było miłość. Przerwane, pogniecione, oplute i cholernie bolesne ukłucie w sercu, które krzyczało 'kocham'.
 

 
W mokrych włosach i zbyt wielkiej bluzie wychodzę na balkon by zaczerpnąć świeżego powietrza. Krople wody z końcówek włosów, co jakiś czas uderzają o bose stopy. Stoję tak oparta o poręcz, próbując ogarnąć setki myśli rozwalonych w głowie. Nie chodzi tu o zawalony sprawdzian, kłótnię z mamą, zgubienie portfela, deszcz, który pokręcił idealnie wyprostowane włosy, zwichnięty kciuk, otrzymanie kary w autobusie, czy o to, że pies po raz kolejny zbił ostatnią szklankę pełną whisky . Cała burza w Mojej głowie ma swój jeden, jasny cel - On. Człowiek, który zburzył Moje życie do takiej ruiny, że żadna z cegieł nie będzie w stanie postawić fundamentu, jakim dotychczas było szczęście.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Mógł mówić mi 'wypierdalaj', a ja i tak stałam obok Niego. Mógł wywalać mnie za drzwi, a ja i tak po chwili wracałam. Mógł mówić mi, że jestem mu kompletnie niepotrzebna i że mnie nienawidzi - a ja i tak byłam, nie ruszając się ani na krok. Mógł potrząsać mną i szarpać. Nic nie było w stanie mnie od Niego odciągnąć, bo nic nie jest na tyle mocnym argumentem, by odwrócić się od przyjaciela.
 

 
Siedziała skacowana w swoim pokoju. Z laptopem na kolanach odbierała powiadomienia na fejsie. W jednej ręce paliła kolejnego szluga, momentami popijając daniells'a. Nad oknem paliły się świąteczne lampki, a reszta pokoju przystrojona była małymi bombkami. Wzięła łyk mocnego whisky, gdy do pokoju wszedł On. -Co ty odwalasz?-krzyknął strącając Jej komputer z nóg. -Widziałaś się w lustrze?-syknął unosząc Ją za rękę ku sobie. -O co Ci chodzi? O to, że Cię kocham? Że wciąż pamiętam? Że wspominam? To Cię kurwa boli?-krzyknęła chcąc znów napić się alkoholu. Wyrwał jej butelkę z rąk rozbijając Ją na środku pokoju. -Boli Mnie to, że wiem, że mogę Cię mieć, a mimo to jakoś Mi Ciebie szkoda. -Myślisz, że zmarnuję się przy Tobie? Że się stoczę? -Ty staczasz się beze Mnie. A co dopiero razem? -To co teraz?-zapytała mając łzy w oczach. Nie odpowiedział. Wyjął z kieszeni scyzoryk i na Jej oczach wbił Go sobie w klatkę piersiową, mając na ustach słowa 'Poradzisz sobie'.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (18) ›
 

 
Pamiętasz, gdy rok temu wspólnie przystrajaliście choinkę? Gdy wziął w ręce długi koralowy łańcuch, po czym zaplątał Ci go wokół szyi i mimowolnie przyciągnął do siebie, zatapiając Wasze usta w pocałunku? Gdy trzymał Cię na rękach, abyś mogła sięgnąć szczytu pachnącego drzewka i zawiesić na nim gwiazdę? Gdy wziął na dłonie brokat i lekko dmuchnął nim w Twoją twarz, po chwili szepcząc, że wyglądasz niesamowicie bosko? Kiedy podczas pieczenia pierników, niby przypadkiem wysypał na Ciebie mąkę i stwierdził, że wolałby schrupać Cię całą? Gdy wyniósł Cię na śnieg i zamknął drzwi na klucz, krzycząc przez okno, że jeśli się przeziębisz będzie miał możliwość bycia przy Tobie dzień i noc, by móc odpowiednio się Tobą zaopiekować? Pamiętasz tamten rok? Wtedy, gdy jeszcze tutaj był? Gdy wszystko było łatwiejsze, a każdy poranek witało się uśmiechem? Pamiętasz tamto życie? Przyznaj - jest za czym tęsknić.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (17) ›
 

 
Wiem, że jeszcze są święta. Że w salonie pachnie choinką. Że w kuchni leje się wódka, bo sąsiedzi wpadli na miły wieczór. Że przyjaciele odwiedzają rodzinę. Że brat kolejny wieczór przesiaduje u dziewczyny. Że w moim pokoju czuć fajki. Że na balkonie śpi pies. Że niedługo nowy rok. Że miało być lepiej. Że nadal kocham. Tęsknię. Pragnę. I czekam. Wiem, że chciałabym Go mieć obok. Teraz. Ale wiem też, że jest to niemożliwe. Bo ta miłość się skończyła. Bo Jego serce zajęła inna. Bo kochał, ale przestał. Był i już Go nie ma. Zabił we mnie uczucia i pozostawił wspomnienia. Które bolą. Ranią. Jestem sama. Chcę by mnie pocałował. Ale On o tym nie wie. On już nie chce mnie znać. On przestał mnie kochać. Jego już nie ma. Bynajmniej nie w moim sercu.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Choinka już ubrana, migocze w salonie. Z kuchni wydobywa się szereg wspaniałych zapachów. Tata kończy przystrajanie domu, a w Moich głośnikach Słoń 'Święta'. Na telefon przychodzi mnóstwo życzeń od znajomych. Przyjaciele wpadają do domu wrzucając mi pod choinkę prezenty. Ludzie wędrują na ostatnie wigilijne zakupy lub dokupują brakujące im składniki. W radiu lista kolęd jest już zapięta na ostatni guzik i tylko zapełnienie stołu pozostało niewypełnionym zadaniem. No tak, święta świętami, ale gdzie jest do cholery On?
 

 
Na biurku gorąca kawa panuje nad zapachem pokoju, kilka kartek świątecznych, które przed chwilą przyniósł listonosz czekają, aż je przeczytam. Choinka nieubrana prosi się o nałożenie choć kilku bombek. Prezent z wigilii klasowej leży rozwalony na dywanie. Pies przystrojony w jakąś czerwoną kokardę drapie mi w drzwi. Na łóżku sterta ubrań z wczorajszego dnia , kilka petów w popielniczce i zużyte zapałki leżą bezczynnie, a ja wszystkim tłumaczę, że i tak nad tym panuję.
 

 
No tak. Zrobiłam wyjątek. ubrałam swoje kozaki na szpilkach, żakiet i eleganckie spodnie. Wyprostowałam włosy, pomalowałam oczy i nabłyszczyłam lekko usta. Weszłam do tej klasy z prezentem w ręku, którego na wstępie zostawiłam pod choinką. Usiadłam obok znajomych zajadając się jedynymi, porządnymi smakołykami - piernikami. Oczywiście zrobiłam oszałamiające wrażenie, bo nigdy wcześniej nie zdejmowałam z siebie dresów. Później dzielenie się opłatkiem, sztuczne, przesładzane uśmiechy i fałszywe 'Wesołych świąt'. Wyjebanie jakiegoś wina po całej tej dennej atmosferze i spalenie kilka szlugów nie sprawiło Mi tylko radości co ściągnięcie tych okropnych butów w domu. Nienawidzę szpilek.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
W salonie mama łapie ostatni oddech przed całym zamieszaniem świątecznym. Tłumaczy swoje lenistwo jutrzejszym zapieprzaniem w kuchni i na mieście. Tata stara się jak najładniej ubrać choinkę w tym czasie zapuszczając kolędy z laptopa. Ciocia kozakami przyprowadza Nam do domu śnieg w rękach mając kilka paczek prezentów. Ja z czapką Mikołaja, którą przed sekundą wcisnął Mi na głowę brat, stoję na balkonie i przyglądam się spieszącym się ludziom na mieście. Gdzieniegdzie wydobywa się szczere 'Wesołych świąt' a z oddali błyszczy przepięknie przystrojona choinka z miasta. Wciskając w siebie kolejną dawkę nikotyny, myślę nad tym, co by było, gdyby teraz był obok.
 

 
Już niedługo święta. Zapewne będą toczyły się właśnie teraz potężne kminy, jak zwykle - pasterkowo. Będą kolędy, będzie choinka, prezenty i życzenia. Ja, na ten czas przed świętami, powinnam ułożyć jakąś listę wymarzonych rzeczy, lecz ślęcząc nad pustą kartką nie wiem, co napisać. Wyjątkowo, Boże, dzisiaj nie proszę. Dziś dziękuję, bo tego, co mam, nawet sama nie potrafiłabym tak perfekcyjnie opracować. Co mi z kilku tytułów książek czy płyt, tak w gruncie rzeczy? To mimo swojej ceny, nie ma żadnej wartości. Życiowy paradoks, iż to, co najlepsze nie żąda banknotów z portfela.
 

 
Lampka wina i cichy rap Pezeta w głośnikach stanowią dla Mnie nieodłączny element tegorocznych świąt. Dom jest zupełnie pusty. Rodzice odwiedzają rodzinę, a brat pewnie kopie gdzieś w piłkę. Przez uchylone okno co jakiś czas wpada chłodny wiatr, rozwiewając Moje kręcone włosy. Mija kolejna godzina, a Ja siedzę tak nic nie robiąc. Może czasem zejdę na dół wrzucić do kominka drewno, albo wpuszczę do domu psa. Może zadzwonię złożyć komuś życzenia, albo wyjdę na taras zapalić. Może w między czasie pomyślę o Nim, o tym jak rok temu piekliśmy ciasto tworząc najpiękniejszy okres miłości w Moim życiu.
 

 
Najgorsza jest świadomość, że już nigdy może nie być lepiej. Oczy nie przestaną wyciskać łez. Uśmiech rzadko będzie gościł na twarzy. Wargi zawsze będą popękane. Na nadgarstkach pozostaną blizny. A serce nigdy nie znajdzie brakującego elementu.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Przeraża mnie fakt, jakim człowiekiem stałeś się po moim odejściu. Nie szanujesz już niczego. Nie potrafisz na spokojnie wyjaśniać problemów. Kłamiesz. Za dużo pijesz. Budzisz się w nieznanych mieszkaniach. Chodzisz na ustawki. Przestałeś trenować. Nie pomagasz chorej mamie. Opuściłeś się w nauce. Stałeś się bezczelny i arogancki. Ciągle tłumaczysz, że masz zły dzień. Ale prawda jest taka, że w tym chłodnym mężczyźnie, kryje się uczuciowy facet. Taki, który kochał i stracił. A teraz po prostu nie potrafi sobie tego wybaczyć.
 

 
Czasem mam dni, gdy zamykam się w pokoju - nie odsłaniam okien, i nie wychodzę z łóżka. Wyłączam telefon i laptopa, a włączam myśli. Od czasu do czasu zwyczajnie się poddaję, tak na chwilkę, na kilka dni. Resetuję się, by po jakimś czasie powrócić w pięknym stylu - ze szczerym uśmiechem na twarzy, i cudownym humorem. Czasem muszę tak postąpić, przecież jestem tylko człowiekiem.
 

 
Lubię mieć jasną sytuację. Wszystko wyjaśnione i uzgodnione bez owijania w bawełnę. Szczerze mówię, że coś nie ma szans i to się nie zmieni. Walę prosto z mostu. Nienawidzę kłamać, czy udawać, że mogłoby być inaczej. Kieruje mną szczerość, szkoda tylko, że innym tak cholernie to przeszkadza.
 

 
Gdy powiedziałeś Mi, że to koniec Nas, nie syknąłeś nic w stylu 'Powodzenia z innym'. Nie użyłeś żadnego stwierdzenia, które jednoznacznie mówiłoby, iż życzysz Mi szczęścia w przyszłości. Zamilkłeś, a to mogłoby Mi zaznaczyć, że może jeszcze zapragniesz wrócić.
 

 
Nie potrafię znaleźć sobie miejsca. Nie chce mi się zaglądać do książek czy zadań domowych. Nie mam ochoty na wyjście na osiedle ze znajomymi. Coraz mniej jem i rzadko sypiam. Często wagaruję i za bardzo polubiłam piwo. Do domu docierają listy z zagrożeniami ze szkoły. Każdego dnia coraz bardziej uzależniam się od fajek. Czasem pragnę śmierci, bo gdzieś tam w środku, czuję pustkę. Serce na chwilę zamiera, a ja siadam i niby bez powodu, płaczę. Codzienność.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
A w życiu? Brakuje mi niektórych ludzi. Starych miejsc. Dobrych imprez. Szczerych rozmów. Posolonych kaw. Potrzebuję siły, ciepłych słów i bezpiecznych ramion. Nienawidzę kłamstw, Nieszczerych intencji i nieporozumień. Chciałabym prawdziwej przyjaźni, szczęśliwej rodziny i wiecznej miłości.
 

 
Bose stopy stają się coraz bardziej chłodniejsze od zimnych płytek w łazience. Dym z papierosa kieruje się w stronę uchylonego okna. Jest cicho, momentami za bardzo. Z kranu co jakiś czas spada kropla wody. Oczy prawie same zamykają się z przemęczenia. Ogarnia mnie pustka, której nie potrafię się wyzbyć. W takich momentach brakuje mi Ciebie. Wróć już, proszę, bo dłużej tak nie dam rady.
 

 
Nie oczekuję przeprosin, rozmowy, czy obietnic. Nie chcę Twojego spojrzenia, dotyku rąk czy sposobu bycia. Daruj sobie niepewne uśmiechy, wyszeptane słowa czy próby przytulenia. Nie wymagam przeprosin na kolanach, kwiatów albo czekoladek. Pragnę tylko usłyszeć prawdę, jedyną i nie powtarzalną szczerość na pytanie, czy to uczucie stało się dla Ciebie tak po prostu niczym.
 

 
Nie boję się tego, że kiedyś uda mi się zapomnieć. Że nadejdzie dzień, w którym każde wspomnienie się ulotni. Że będę potrafiła normalnie funkcjonować. Że nie będę rozwalać już pięści o ściany w pokoju, albo łykać masę przeróżnych tabletek na uspokojenie. Że czując Twój zapach przejdę obojętnie albo zwyczajnie się uśmiechnę. Boję się, że za kilka lat usiądzie obok mnie moja mała córeczka i powie 'mamo, opowiedz mi o swojej pierwszej, wielkiej miłości'.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Najgorszy jest ból, tam w sercu, gdy na kimś się zawiedziesz. Gdy osoba, po której nigdy byś się tego nie spodziewał, rani. Kiedy zaufany człowiek, niszczy wszystko, co razem stworzyliście. Najtrudniejsze jest wymazanie złych rzeczy z pamięci, nie wspomnę już o przebaczeniu, które w wielu przypadkach wydaje się być niemożliwe.
 

 
Co z tego, że każdą nieudaną akcję musiał przepchnąć alkoholem. Że nawet drobne wkurwienie musiał wyrzucić z siebie, wydzierając mordę. Że przez kłótnie ze mną wyżywał się na innych. Że kochał, ale trudno Mu było to okazać. Że był, ale nigdy wtedy, gdy Go potrzebowałam. Że używał siły, gdy tylko miał na to ochotę. Co z tego, że był typem cwaniaka. I tak mimowolnie zawładnął moim sercem.
 

 
Kiedyś, siedząc przed telewizorem i dając Jej kartę kredytową, zrozumiesz, że gdzieś popełniłeś błąd. Że w którymś miejscu nieodpowiednio zatrzymałeś czas. Że na którejś z ulic ująłeś dłoń nie tej kobiety. Że w sypialni obdarowywałeś pocałunkami nie to ciało. Że podczas zimna przytulałeś niewłaściwą osobę. Że któregoś dnia nieadekwatnie pozwoliłeś innej kobiecie skraść swoje serce. Zrozumiesz to i będziesz żałował. Spróbujesz przeprosić, ale tylko w myślach - bo na słowa będzie już za późno.
 

 
Potrzebuję Jego ust, które tak cudownie kreśliły na moich wargach miłość. Pragnę Jego dotyku, który subtelnie gładził każdą część ciała. Chcę usłyszeć Jego głos, który bez przerwy wymawiał zdrobnienia mojego imienia. Marzę o powrocie do przeszłości, w której istnieliśmy szczęśliwi My. Chcę powrócić do Naszych miejsc, Naszych rozmów i Naszych, pałających miłością serc.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
'I proszę Boga, nigdy więcej niech nie pozwoli na to, by ktoś trafił w moje serce.' [ Jeden osiem L ]